Ankieta

Jak ci się podoba płyta?

Dobra
16 (84.2%)
Średnia
2 (10.5%)
Słaba
1 (5.3%)

Głosów w sumie: 15

Autor Wątek: Virgin Snatch- "In the name of blood"  (Przeczytany 3748 razy)

0 Użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

Offline Haghi

  • Brutal Moderator
  • *****
  • Wiadomości: 1.342
  • Płeć: Mężczyzna
  • Thrash'em all
Virgin Snatch- "In the name of blood"
« dnia: Styczeń 12, 2007, 12:43:35 »
Virgin Snatch-" In the name of blood"



Lista utworów:
1. State Of Fear
2. Purge My Stain!
3. Bred to Kill
4. IV - Vote Of No Confidence
5. In The Name Of Blood
6. Omniscientia
7. Diminished Responsibility
8. You-Know-Where
9. Devoted Loyalty

Klasyczny album thrashowy. Soczyste riffy, agresywne solówki oraz ostre łojenie w gary. W porównaniu z porzednimi płytami, teraz mamy do czynienia z bardziej dopracowaną pozycją. Muzyka doskonale brzmi, wokal jest wyraźny i zrozumiały, nie ma niepotrzebnego krzyczenia czy też gry instrumentów. Wszystko zlewa się w doskonale funkcjonujący organizm, który nie ma mitycznej pięty Achillesa. Można by zaryzykować stwierdzenie, że album to fizyczne ciało, gdyż oddziałuje w taki sposób, jakby muzycy wyciągali do nas ręce. 
Widać, że członkowie Virgin Snatch postanowili nagrać materiał, który zostanie odebrany jako ich własny styl i nie zostaną porównani do innych kapel thrashowych.
Na uwagę zasługuje wokal "Zielonego". Udowadnia nam, że potrafi zaśpiewać w sposób wręcz czysty, a muzyka nie traci na tym swej agresji.  Wystarczy posłuchać ballady "You-Know-Where" by się o tym przekonać. Jednym słowem: dwie warstwy, muzyka i śpiew działają na zasadzie wypełnienia. Jedno wypełnia drugie.
Takie utwory jak "State Of Fear" czy "Purge My Stain!" wejdą na stałe w kanon nurtu, a również mogą być inspiracją dla innych kapel.
Pisząc recenzję zastanawiam się nad dalszą przyszłością Virgin Snatch. Jeśli ekipa pójdzie za ciosem, to z czasem doczekamy się gwiazdy światowego formatu, a tego chłopakom życzę!

Ocena: 10/10
« Ostatnia zmiana: Styczeń 12, 2007, 12:50:20 wysłana przez Haghi »
Za­bija­nie dla po­koju jest jak piep­rze­nie się dla cnoty.

Stephen King

Yathrin

  • Gość
Odp: Virgin Snatch- "In the Name of Blood"
« Odpowiedź #1 dnia: Styczeń 21, 2008, 23:49:00 »


Tracklista:

1. State Of Fear
2. Purge My Stain!
3. Bred to Kill
4. IV - Vote Of No Confidence
5. In The Name Of Blood
6. Omniscientia
7. Diminished Responsibility
8. You-Know-Where
9. Devoted Loyalty

     Po przesłuchaniu ostatniego albumu projektu, który początkowo miał być tylko odskocznią muzyków w niej grających, od formacji macierzystych, zacząłem z powrotem wierzyć w potencjał polskich zespołów. Wiadomo – Behemoth, czy Vader, to marki znane i szanowane na całym świecie, ale jeśli nasza thrash\deathowa perła będzie podążała wytyczoną przez ten krążek ścieżką, to ma szanse zaliczyć się do wąskiego grona polskich grup, które mogą mieć coś do powiedzenia poza granicami naszego kraju. Dlaczego tak uważam? Bo „In the Name of Blood” jest jednym z najlepszych albumów wydanych w roku 2006 na naszej biednej ziemi.
     Jak wspomniałem wcześniej, na płycie mamy do czynienia z miksem thrash i death metalu. Trzeba przyznać, że lepszego połączenia panowie wybrać nie mogli. Muzyka jest szybka, miażdżąca, pomiatająca słuchaczem, a jednak zawiera potrzebną dawkę melodii i magii, która trzyma na fotelu przez te 40 minut. Energia i pomysł także robią swoje. Pomysł? Tak. Panowie mają niesamowity zmysł kompozycyjny. Kawałki sa chwytliwe, a zarazem odpowiednio hałaśliwe i brutalne. Choćby taki otwierający album – „State of Fear”. Wydawać by się mogło, że to typowy deathowy wymiot, a jednak skupiając się na partiach perkusji dochodzimy do wniosku, że są one zakorzenione głęboko w chlubnym i kochanym thrashu. Czyż to nie jest piękne? Tak jest w większości przypadków. Z reguły trzeba tylko wyłączyć przegenialną balladę „You-Know-Where”, która garściami ciągnie z heavy (do tego to solo!). Piosenka ta robi naprawdę spore wrażenie, choć moim zdaniem powinna zostać umieszczona już na samym końcu albumu. Skupiając się chwilkę na technice, to i tej jest sporo w każdej z kompozycji. Choćby przejebanie genialny w swojej formie, połamany rytmicznie riff w piosence „IV – Vote of No Confidence”, albo charakterystyczny riff grany „x10” w piosence tytułowej. To tylko jedne z nielicznych smaczków umieszczonych na płycie, a ja i tak długo nie wyjdę z podziwu dla ich geniuszu.
     Jeżeli chodzi o produkcję, to jest ona rzecz jasna (w końcu Hertz Studio) idealna. Z głośników płynie samo mięso, doprawione taką dawka przypraw, że obcowanie z nim można uznać za wyczyn ekstremalny. A na poważnie – wszystkie instrumenty są doskonale słyszalne, dopełniają się w proporcjach książkowych... po prostu sam seks.
     Powstał album, do którego ludzie powinni się modlić. Wspaniała mieszanka melodii i ekstremalnego wymiotu. Z tak ciekawą i ponadprzeciętną muzyką zajdą daleko – to jest pewne.

[10/10]