Autor Wątek: Remission Blame/ 5.12.2010  (Przeczytany 174 razy)

0 Użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

Offline Haghi

  • Brutal Moderator
  • *****
  • Wiadomości: 1.342
  • Płeć: Mężczyzna
  • Thrash'em all
Remission Blame/ 5.12.2010
« dnia: Grudzień 05, 2010, 19:27:59 »
Witam w imieniu społeczności Brutalland. Proszę na początek byś przedstawił członków zespołu Remission Blame, a przy okazji wytłumaczył i wyjaśnił tą nieco skomplikowaną nazwę kapeli.

Witam, forumowiczów Brutalland! Z tej strony Mateusz "Siara" Gręba, wokalista i gitarzysta RB.
Reszta składu to:
Konrad "Badyl" Mogieliński-drugi gitarzysta, nasz najnowszy nabytek wprowadzający pozytywny zwrot w naszym skromnym dorobku.
Szymon Ryba-bas, najmłodszy ze składu i najładniejszy hehe.
Zbigniew Ryba-perkusja.

Co do nazwy, to jest to dość pokręcona sprawa. Z jednej strony nie jest poprawna gramatycznie a z drugiej jednak coś tam oznacza.
Założeniem było "Odpuszczenie Win", jednak wyszło "Odpuszczenie Wina" albo coś w ten deseń. Poprawna forma to "Remission Of Blame". Gdy zakładaliśmy zespół nikt nie zastanawiał się czy jest ona gramatycznie poprawna. Podobało się, więc tak zostało. Liczyło się granie, a nie nazwa, która i tak do końca w naszym przypadku nie ma znaczenia.

Nagraliście ciekawy album o tajemniczo brzmiącym tytule ,Alea iacta est". Jaką nieodwołalną decyzję podjęliście, że Wasze dziecko nazwaliście zwrotem oznaczającym w „wolnym zastosowaniu” brak odwrotu?

Podwaliny ostatniego albumu sięgają samego początku zespołu. Gdyby ktoś się uparł to znalazłby w internecie stare wersje znacznie różniące się od tych z "Aie". Ograliśmy je i postanowiliśmy troszkę udoskonalić. Jednym się ten zabieg spodobał, innym nie. Mówi się, że nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki, jednak uważam, że czasami warto aby osiągnąć jakiś progres. Chociaż trzeba uważać, żeby nie przekombinować.
I tutaj dochodzimy do sedna nazwy.Chcieliśmy i zrobiliśmy taką płytę. Nie ma odwrotu, prawie pięć lat temu zdecydowaliśmy się na granie i idziemy do przodu.

Skąd pomysł na nagranie Hall of the Mountain King? Kto Was jako muzyków inspiruje?

 Po raz pierwszy ten utwór usłyszałem na kasecie Apocalyptyki "Cult". Bardzo mroczny i wpadający w ucho, wiec dlaczego by go nie "zrobić"?
Muzyka klasyczna od zawsze mnie inspirowała. Kompozycje idealne. Co do innych muzyków, to są to osoby, które walczą o swoje. Tworzą muzykę, która jest w 100% ich i brzmi tak jak tego chcą. Nie będę tu operował nazwiskami i nazwami, liczy się to co napisałem wyżej.

Jaką ideologię obraliście sobie komponując poszczególne utwory? Czy macie coś szczególnego do zakomunikowania słuchaczom?

Piosenki po prostu powstają. Zazwyczaj nie ma założenia, że ta będzie mega ciężka albo szybka. Rodzi się coś z zarodka a później dorasta i jedyną pewną rzeczą jest to, że będzie wyglądać inaczej niż na początku. Zazwyczaj dopiero później powstaje melodia wokalu i tekst chociaż i z tym bywa różnie. Co do tekstów nie są one o słoneczku i kwiatuszkach bo to nie ten typ muzyki. Są mroczne, pokazują głupotę ludzką, która niszczy dobro oraz skłaniają do refleksji nad tym co nas otacza. Do tej pory jestem głównym kopozytorem, dlatego łatwiej mi o tym mówić.

Jesteście jeszcze młodym zespołem. Czy ciężko jest nagrać płytę będąc w pierwszej lidze podziemia, czy może o tym że cokolwiek nagrasz decyduje pieniądz

Uważam, że jeśli chcesz coś zrobić dobrze to musisz zrobić to sam. Jeśli wybierasz się do studia to musisz być przygotowany na spore wydatki, bo nikt za darmo Ci nie pomoże. Po "Aie" postanowiliśmy iść własną drogą, na pewno o wiele trudniejszą, ale o wiele bardziej wartościową. Zbieramy sprzęt, kształcimy się, siadamy we własnych 4 kątach i gramy po milion razy. Dobry utwór nawet gdy bedzie brzmiał kiepsko, będzie dobrym utworem. A kiedy będziemy mieli miliony na koncie ten utwór zabrzmi równie dobrze:) Bo zapłacić można zawsze (czasami z tym ciężko, a raczej zazwyczaj, bo sumy potrafią być kosmiczne) i wtedy ktoś już za Ciebie myśli, tylko efekt końcowy może nie do końca zadowalać a wtedy trzeba znowu zapłacić...

Wasz styl to mieszanka szybkości, a czasem lekkim i melodyjnym graniem, które jednak wspaniale kooperuje ze sobą. Skąd pomysł na taki zabieg? Czy może to przypadek?

Właśnie o to chodzi. Nigdy nie wiemy co powstanie, oczywiście jest jakaś koncepcja, ale często zdawać by się mogło, że dziwna solowa partia z zespołem nagle zgrywa się świetnie. Nasze utwory nie są idealne, często niepłynne, ciągle się uczymy, jednak jest w tym coś fajnego, nieprzewidywalnego.

Szczerze powiem, że płyta ,Alea iacta est" jest trudna do rozszyfrowania za pierwszym podejściem. Trzeba się wsłuchać by wydobyć 100 procent esencji muzyki. Progresywny thrash?

Trafiłeś w sedno! Ciągle słyszę, że namotałem za dużo riffów, że skomplikowane, że przejść za dużo hehe. Nie nazwałbym tego progresywnym thrashem, ponieważ do dobrej progresji jest nam jeszcze daleko, jednak coś w tym jest, że w mojej głowie nieźle jest namieszane:) Uwielbiam Toola a tam nic nie jest oczywiste. Lubię gdy jest parę warstw, które odkrywa się z czasem.

„Brodząc we krwi”- ma dla Was jakieś specjalne znaczenie?

Myślę, że tak. To pierwszy utwór do którego napisałem tekst i go zaśpiewałem. Na youtubie jest klip, który kręciliśmy totalnie amatorsko ze starą wersją tego utworu.

Planujecie nagrać w przyszłości album w całości po polsku? „Brodząc we krwi to mój zdecydowany faworyt.

Tak. Coraz bardziej przekonujemy się do polskich tekstów. Po angielsku można zaśpiewać dosłownie wszystko a i tak będzie pasowało (chociaż lubię pisać po angielsku i staram się zachować sens). Z naszym ojczystym językiem jest odwrotnie, musi być sens, musi być uporządkowany przekaz, aby to co się śpiewa nie było infantylne. Ile teraz w radiu słucha się badziewnych trzech słów, które są prostym rymem albo czasem i nie... Odbiór polskich tekstów jest o wiele lepszy niż obcojęzycznych.

Jak wyglądał proces tworzenia albumu? Jesteście zwolennikami komputerowych udziwnień?

Zdecydowanie nie. Muzyka traci wtedy duszę. Wszystko jest takie idealne, sterylne, syntetyczne, a to nie oto tutaj chodzi. Gdy wszystko jest podane od razu na tacy, traci swój smak. Jesteśmy zwolennikami starej szkoły: łapa, piec, mikrofon, mikser i rejestrator. Perkusja jeśli nawet nieidealna jest żywa, zagrał na niej człowiek i człowiek się pomylił. Taki proces jest najbardziej mobilizujący. Komputerowo można zrobić cuda, ale po co? Żeby na koncercie nie zagrać połowy partii?

Plany na przyszłość? Gdzie będzie można Was ujrzeć w najbliższym czasie?

Planów jest sporo. Jesteśmy w trakcie nagrywania Epki z 6 utworami, gramy koncerty (jesteśmy świeżo po udanym koncercie z Closterkeller) Planujemy zawitać do paru miast: Lublin, Kraków, Rzeszów, Stalowa Wola, a w najbliższym czasie Tarnobrzeg 11 grudnia.

Pozdrawiam wszystkich fanów starej szkoły! Siara RB
Za­bija­nie dla po­koju jest jak piep­rze­nie się dla cnoty.

Stephen King